W połowie czerwca Husqvarna zaprezentowała światu dwie nowe pilarki klasy 90 cm3 – 585 raz 592 XP („Drwal” 8/2021). Redakcja „Drwala” dostała do testów terenowych przedprodukcyjny egzemplarz modelu 592 XP, jeszcze przed wprowadzeniem go do sprzedaży. A oto ich wyniki.
O zaletach i rozwiązaniach mających podnieść ergonomię pracy tak potężnym sprzętem rozmawialiśmy z Ryszardem Wójtowiczem, dyrektorem zarządzającym Husqvarna Polska („Drwal” 9/2021). Najciekawsze są jednak oczywiście odczucia i spostrzeżenia doświadczonych drwali, którzy niejedną pilarkę własnoręcznie „zajeździli”. Z początkiem sierpnia od polskiego oddziału Husqvarna dostaliśmy egzemplarz testowy modelu 592 XP i przekazaliśmy go zaprzyjaźnionemu z redakcją pilarzowi z piętnastoletnim stażem, z założeniem, że przez dwa tygodnie ma nią piłować, ile wlezie. Pod koniec sierpnia pojechaliśmy z nim porozmawiać i wysłuchać opinii.
Górzysty poligon
Testowy drwal, który postanowił pozostać anonimowy (dajmy mu na imię Andrzej), żyje i pracuje na Podkarpaciu, w jednym z górzystych nadleśnictw, obfitujących w dorodne drzewostany jodłowe i bukowe na żyznych siedliskach. Tu pilarka o pojemności silnika 92,7 cm3 i mocy 7,6 KM miała możliwość się w pełni wykazać. Przypomnijmy, że maszyna osiąga 1/3 mocy „malucha”, czyli Fiata 126, który jeszcze nie tak dawno stanowił podstawowy samochód terenowy administracji leśnej. Pilarką Husqvarna 592 XP z prowadnicą 24’’ Andrzej faktycznie w terenie przepracował niecałe dwa tygodnie. Jak szacuje, pozyskał w tym czasie jakieś 150 do 200 kubików. Była to głównie jodła z cięć przygodnych – sponad odnowienia jodłowego usuwano stare dorodne nasienniki, które spełniły już swoje zadanie.
Przez cztery miesiące poprzedzające test Andrzej swoimi pilarkami wyrabiał po ok. 500 kubików miesięcznie, z czego 350 metrów przypadało na dłużyce, a 150 metrów na drewno stosowe. A jakie to piły? Obecnie na co dzień pracuje na Stihlu, co ze względu na charakterystykę testu, czyli pracę nowością ze stajni Husqvarna jest korzystne – taki użytkownik nie jest przyzwyczajony do rozwiązań marki i lepiej dostrzega niuanse związane z eksploatacją. Andrzej ma na stanie trzy pilarki: dwie MS 462 i jedną 362. Przy czym na pozycji zawsze stara się mieć dwie pilarki, większą do ścinki, mniejszą do okrzesywania. Ewentualnie bierze jedną pilarkę, ale dwie prowadnice różnej długości.
Subiektywna ocena
Tyle tła, przejdźmy do subiektywnej oceny pracy pilarką Husqvarna 592 XP, która waży swoje niebagatelne 7,4 kg, ale z każdego kilograma daje nieco więcej niż 1 KM. Naszego testera prosiliśmy po dwóch tygodniach pracy o ustosunkowanie się do różnych cech maszyny w pięciopunktowej skali, gdzie: 1 – zupełne dno, 2 – jak masz wyrzucić, to daj, 3 – ujdzie, da się robić, 4 – gdybyś ty jeszcze gotować umiała i 5 – w dechę! No i, rzecz jasna, kilka słów od siebie.
Kształt pilarki – 5, żadnych zastrzeżeń, naprawdę fajnie.
Uchwyty pilarki – Też 5, dobrze wyprofilowali, muszę im to przyznać.
Dostępność i prostota urządzeń sterujących – Tutaj już nie jest tak super. Ciężko mi powiedzieć – jeżeli ktoś całe życie pracował Husqvarną, może to mu się wydawać naturalne. Moim zdaniem np. w Stihlu te przełączniki chodzą lepiej, prościej. Dajmy 4. Ale to może być kwestia przyzwyczajenia.
Hamulce i urządzenia zabezpieczające – W porządku, piąteczka. Wszystko zadziałało jak trzeba.
Łatwość obsługi – Piąteczka.
Łatwość rozruchu – Mocna piąteczka. Dobrze wyprowadzili szarpak. Nie jest to mała pilarka, ja jestem też kawał chłopa. Nie wiem, co by powiedział chłopak ważący 60 kg podczas jej uruchamiania, chyba że robiłby to z nogi. Prawda jest taka, że wszyscy powinniśmy odpalać z ziemi, a robimy to z ręki – chodzi o szybkość, poza tym plecy nas bolą, nie chce nam się schylać. Mimo dużego silnika odpala się ją bardzo dobrze. Szarpak jest tak wyprofilowany, że jak ciągniesz, nie powoduje to ściągania linki w jedną bądź drugą stronę, idzie prostopadle do kierunku ciągnięcia. W Stihlu szarpak jest do góry, my ciągniemy do tyłu, linka jedzie po tulejce i dość często dochodzi do sytuacji, że albo trafia linkę, albo powoduje wycieranie się plastiku w środku, więc praktycznie po dwóch, trzech miesiącach trzeba zmieniać całe kółko w szarpaku w Stihlu, bo jest już wyrobione. Nie wiem, jak tu by było po trzech miesiącach, ale z tego odpalania przez te dwa tygodnie to widziałem, że linka nie była poddawana żadnym naprężeniom takim, jakim być nie powinna. Czyli zostało to zaprojektowane w bardzo przemyślany sposób.
Panowanie nad piłą – Tutaj nie było problemów, pomimo wielkości piły, ani razu mi nie odbiła. Początkowo miałem obawy, myślę – 7 KM, silnik 90 cm… Kiedyś Makita mnie usadziła tak, że aż przykląkłem, i to porządnie. Przy Stihlu też trzeba uważać na odbicia przy dużej prowadnicy. Ta prowadnica i pilarka nie odbiła mi ani razu, choć niektóre sztuki musiałem ciąć sztyletowo. A to bywa różnie – czasem lekko kąt nacisku zmienisz i w Stihlu potrafi odbić. W tej pile ani razu nie nastąpiła taka sytuacja. Piąteczka.
Odczuwany hałas – Tu dałbym trójkę. Zmniejszyli wagę tłumika, jak przeczytałem, i może dlatego pomimo nauszników to ma taki świdrujący hałas. Taki szeleszcząco-wibrujący, że aż ci wypala uszy.
Operowanie pilarką przy ścince – Bardzo dobrze, nie było z nią żadnych problemów. Piąteczka.
Operowanie pilarką przy przerzynce – Też mocna piątka. Podwójne ostrogi to rewelacja, muszę to przyznać. Byłem zaskoczony, jak uławiają przerzynkę, piękna sprawa. Są naprawdę solidne. Podobno Stihl ma w ofercie podwójne ostrogi, ale jeszcze nigdy nie dostałem. Kolega raz sobie sam dorabiał.
Operowanie pilarką przy okrzesywaniu – Czwórka. Da radę nią okrzesywać, tylko trzeba mieć siłę w łapach i świadomość, że po pewnym czasie łapy ci siądą. Zalety przy okrzesywaniu – jest długa prowadnica, więc obcinasz gałęzie prawie z dwóch stron; potem co najwyżej pójdziesz z drugiej i poprawisz te sęki, które nie poszły. Przy małej prowadnicy tego nie zrobisz – lecisz jedną stronę, górę, potem musisz obrobić drugą stronę. Masa pilarki jest duża, ale sobie pomagasz techniką – dużą część wagi przerzucasz na drzewo, opierając korpus. Andrzej zaznaczył jednak, że testową pilarką Husqvarna 592 XP z 24-calową prowadnicą okrzesywał tylko pierwsze dwa dni, „z ciekawości”. Potem jednak ręce zaczęły boleć i samo okrzesywanie wykonywał drugą, mniejszą pilarką.
Odczucie siły pilarki podczas pracy – Tu bym się zastanowił. Nie mam odniesienia do starszych pilarek Husqvarnay. Koledzy te stare pilarki chwalili za to, że miały tzw. jad, jak mówili. Miały taki moment uderzeniowy, że wchodziły jak w masełko. Ta się na obroty chętnie wkręca, ale to kawał prowadnicy, i to już jest pewien opór. Dodatkowo jak się wycina jodły z terenów górzystych, to także też stawiają duży opór, bo to jest twarda jodła i one bardzo trzymają. Dałbym czwórkę.
Codzienna obsługa – Fajnie wszystko zrobili, jest dostęp wszędzie, nie ma problemu. Stihl się zamyka na śrubokręt na takie zatrzaski, które z czasem się wyrabiają – najpierw jeden ci się nie zamyka, robisz na dwóch, potem ci się drugi nie zamyka, a jak trzeci się nie zamyka, to jesteś zmuszony pojechać i je wymienić albo zamówić nowy korpus. Tutaj, jeśli chodzi o dostęp, to jest błyskawiczny, trzy zatrzaski odskakują i masz wszystko na wierzchu. Filtr też jest dostęp bardzo dobry, duży, przestronny, więc też nie musisz czyścić go co chwilę. Dostęp – piątka.
Tak wygląda praca pilarką Husqvarna 592 XP w oczach pilarza, który, jak trzeba zaznaczyć, nie jest maniakalnym zwolennikiem szwedzkiej marki. Punktowo maszyna uzyskała 60 punktów na 65 możliwych, czyli 92,3%. Całkiem nieźle, a raczej – doskonale.
To fragment artykułu, który w całości został opublikowany w nr 10/2021 „Drwala”